Dlaczego nauka tabliczki mnożenia sprawia tyle problemów
Skąd biorą się łzy przy tabliczce mnożenia
Nauka tabliczki mnożenia to dla wielu dzieci pierwszy poważny szkolny „mur”. Do tej pory liczenie opierało się na palcach, klockach czy obrazkach. Nagle pojawia się oczekiwanie, że dziecko zapamięta dziesiątki wyników na pamięć i będzie podawać je szybko, bez zastanawiania się. Jeśli dodać do tego presję czasu, klasówki i porównywanie z innymi, nic dziwnego, że pojawiają się łzy i bunt.
Problem rzadko leży wyłącznie w „braku zdolności”. Częściej:
- metoda nauki jest źle dobrana do dziecka,
- nauka sprowadza się do nudnego „kucia na blachę”,
- dorośli oczekują efektów zbyt szybko,
- brakuje skojarzeń, ruchu i zabawy, które ułatwiają pamiętanie.
Dziecko, które kilka razy doświadczy, że „nie pamięta” przy tabliczce mnożenia, zaczyna wierzyć, że po prostu „jest słabe z matematyki”. Stąd już krok do unikania liczenia w ogóle. Da się to zatrzymać, zmieniając sposób pracy.
Co znaczy „skuteczna nauka tabliczki mnożenia”
Skuteczna nauka tabliczki mnożenia nie polega na tym, że dziecko w dwa tygodnie wykuje całą tabelę od 1 do 100. Celem jest, aby:
- rozumiało sens mnożenia – że to wielokrotne dodawanie, a nie magiczne liczby z tabelki,
- znało podstawowe wyniki na pamięć, ale też potrafiło je logicznie odtworzyć,
- radziło sobie bez paniki, gdy zapomni wynik – umiało go „odtworzyć”,
- kojarzyło tabliczkę mnożenia z codziennym życiem (pieniądze, gry, gotowanie).
Dobrze dobrane metody przyspieszają proces, ale przede wszystkim zdejmują napięcie. Dziecko nie czuje, że musi „wyrecytować całą tabliczkę na komendę”. Uczy się po kawałku, różnymi kanałami: słuchem, wzrokiem, ruchem, zabawą.
Dlaczego 7 metod, a nie jedna „najlepsza”
Każde dziecko uczy się inaczej. Jedno lubi powtarzać na głos i zapamiętuje jak piosenki. Inne potrzebuje ruchu, manipulowania przedmiotami. Kolejne zapamiętuje obrazy i kolory. Dlatego nie ma jednej, idealnej metody nauki tabliczki mnożenia. Siedem opisanych niżej sposobów to zestaw narzędzi, z którego można wybrać 2–3 najlepiej pasujące.
Dobrze sprawdza się podejście mieszane:
- metoda konkretna (klocki, patyczki) – by zrozumieć sens mnożenia,
- metoda wzrokowa (tabele, kolory, plakaty) – by widzieć strukturę tabliczki mnożenia,
- metoda ruchowa lub muzyczna (rytm, skakanie, klaskanie) – by utrwalić na pamięć,
- metoda gier (planszówki, karcianki) – by ćwiczyć szybkość i automatyzm bez stresu.
Połączenie tych elementów sprawia, że nauka tabliczki mnożenia jest szybsza, mniej bolesna i lepiej „wsiąka” w pamięć długotrwałą.
Metoda 1: Tabliczka mnożenia na konkretach – zanim pojawi się tabela
Po co w ogóle sięgać po przedmioty
Mnożenie to nic innego jak wielokrotne dodawanie tych samych składników. Dla dorosłego to oczywiste. Dla dziecka – wcale nie. Jeśli od razu pokazujemy tabelę z wynikami, wymagamy zapamiętania czegoś, czego sens nie został zbudowany. To jak uczenie się słówek w obcym języku bez zrozumienia, co oznaczają.
Dlatego początek nauki tabliczki mnożenia powinien opierać się na konkretach: klockach, patyczkach, guzikach, fasolce, kartach do gry. Ważne, by było ich dużo i żeby dało się je łatwo przesuwać i grupować.
Układanie „grup” zamiast suchego liczenia
Pierwsze zadania można formułować nie słowami „3 razy 4”, ale:
- „Ułóż 3 kubeczki, a w każdym po 4 guziki. Ile guzików razem?”
- „Rozdaj po 5 kart każdemu z 2 graczy. Ile kart razem rozdaliśmy?”
- „Narysuj 4 talerzyki, na każdym połóż po 2 klocki.”
Dziecko układa przedmioty, liczy je najpierw po kolei, a dopiero potem wprowadzamy zapis:
- „Mamy 3 kubeczki po 4 guziki, to jest 4 + 4 + 4. Zapiszemy to krócej: 3 × 4 = 12.”
W ten sposób tabliczka mnożenia przestaje być abstrakcyjną tabelą. Staje się skrótem czegoś, co dziecko już zna: powtarzającego się dodawania takich samych „paczek” przedmiotów.
Stopniowe przechodzenie od dodawania do mnożenia
Dobry schemat pracy wygląda tak:
- Dziecko układa konkretne przedmioty w grupach (np. 2, 3, 4 w każdej).
- Liczy wszystkie elementy dodając: 4 + 4 + 4 + 4.
- Zapisuje dodawanie, a obok my dopisujemy „4 × 4 = 16”.
- Po kilku próbach prosimy: „Zamiast pisać 4 + 4 + 4 + 4, napisz krócej: 4 × 4”.
Warto też odwrócić zadanie: zapis najpierw, konkrety potem. Na przykład:
- „Zrobimy 3 × 5. Ułóż to z patyczków.”
- Dziecko samo decyduje, czy woli 3 grupy po 5, czy 5 grup po 3 – i od razu widzi, że wychodzi ten sam wynik.
Jakie pomoce są najpraktyczniejsze
Nie trzeba kupować drogich materiałów dydaktycznych. Świetnie sprawdzają się:
- klocki LEGO – można budować wieże: 3 wieże po 4 klocki, 2 wieże po 6 klocków,
- fiszki lub karteczki – na każdej rysunek „grupy” (np. 4 jabłka) i liczba pod spodem,
- patyczki do lodów lub zapałki (bez główek) – łatwe do układania w wiązki,
- monety – bardzo praktyczne przy rozmowach o pieniądzach i cenach.
Konkrety nie są tylko dla „początkujących”. Nawet kiedy dziecko zna już część tabliczki mnożenia, można wrócić do przedmiotów, jeśli z którymś iloczynem ma kłopot. Przestawienie się na grupy fizyczne często nagle „odtyka” zrozumienie.
Metoda 2: Wizualna tabliczka mnożenia – kolory, wzory i skojarzenia
Dlaczego sama tabela to za mało
Klasyczna tabliczka mnożenia w tabeli 10 × 10 to dla wielu dzieci przerażająca ściana liczb. Wszystkie komórki wyglądają podobnie, nic się nie wyróżnia, trudno złapać jakikolwiek punkt zaczepienia. Mózg potrzebuje wzorców, kolorów, skojarzeń, aby szybciej zapamiętywać.
Dobrze przygotowana wizualna tabliczka mnożenia pomaga:
- dostrzec symetrię (3 × 4 = 4 × 3),
- zauważyć powtarzające się wzory (np. w linijce „5” końcówki 5, 0),
- wyróżnić te części, które dziecko już zna,
- zaznaczyć „dziury” – działania, które wciąż sprawiają kłopot.
Jak zbudować przyjazną tabelę do nauki
Można samodzielnie narysować tabelę na kartce A3 lub na kartonie i powiesić ją nad biurkiem. Kilka prostych zasad bardzo pomaga:
- kolorowe nagłówki – każdy wiersz (2, 3, 4, 5…) w innym kolorze,
- pogrubienie „łatwych” tabliczek – np. 1, 2, 5, 10, żeby dziecko czuło, że część już „ma opanowaną”,
- zaznaczenie przekątnej (2 × 2, 3 × 3, 4 × 4…) mocniejszą linią,
- użycie symboli (gwiazdki, kółka) przy szczególnie ważnych działaniach (np. 6 × 7, 7 × 8).
Przykładowa prosta tabela porządkująca, które działania są zwykle łatwiejsze a które trudniejsze:
| Zakres | Przykłady działań | Subiektywna trudność |
|---|---|---|
| „Łatwe startowe” | 1 × n, 2 × n, 10 × n | najprostsze, dobre na początek |
| „Rytmiczne” | 5 × n | łatwe przez końcówki 5 i 0 |
| „Średnie” | 3 × n, 4 × n | wymagają trochę praktyki |
| „Trudniejsze” | 6 × 7, 7 × 8, 8 × 9 | warto celowo poćwiczyć |
Kolory i obrazy jako „haki pamięciowe”
Dzieci z pamięcią wzrokową świetnie reagują na skojarzenia obrazkowe. Zamiast powtarzać „6 razy 7 to 42” można zbudować zabawne obrazy:
- 6 × 7 = 42 – „6 szpaków niesie 7 parasoli, a na parasolach siedzą 42 krople deszczu”,
- 8 × 8 = 64 – „dwa bałwanki (8 i 8) układają puzzle z 64 elementów”.
Można poprosić dziecko, żeby samo wymyślało historyjki do trudniejszych wyników. Nie chodzi o sensowność opowieści, tylko o to, aby liczby były w niej „wklejone” w konkretną scenę czy obraz. Im śmieszniej i dziwniej, tym lepiej zapamiętane.
Dobrze działa też kolorowanie w tabeli:
- na początku dziecko koloruje wszystkie działania, które już zna „z marszu”,
- co kilka dni dokłada nowy kolor przy kolejnych opanowanych wynikach,
- na końcu w tabeli zostają pojedyncze białe pola – to te, nad którymi warto się jeszcze pochylić.
Plakat w domu i „przypadkowe” patrzenie
Duży plakat z tabliczką mnożenia wisi w miejscu, gdzie dziecko często bywa, np. przy biurku, przy stole, na drzwiach. Bez nacisku, bez odpytywania co chwila. Chodzi o to, by tabliczka mnożenia była stale w polu widzenia.
Bardzo luźne, codzienne pytania w stylu:
- „Zerknij na plakat, ile to 4 razy 6? A 6 razy 4?”
- „Czy wiesz, gdzie na tabeli jest 7 razy 8? Pokaż palcem.”
tworzą przyjazne, krótkie kontakty z materiałem. Dzięki temu nauka tabliczki mnożenia nie kojarzy się tylko z „siadaniem do lekcji”, ale też z prostymi bodźcami wizualnymi w ciągu dnia.

Metoda 3: Rytm, rym i piosenki – tabliczka mnożenia na słuch
Dlaczego rytm tak dobrze „klei” wyniki
Wielu dorosłych nadal pamięta wierszyki z dzieciństwa, mimo że nie korzystało z nich od lat. Mózg z łatwością przechowuje rytmiczne i rymowane frazy. Dlatego nauka tabliczki mnożenia przez piosenki, rymy czy wyklaskiwanie to jedno z najszybszych narzędzi do nauki „na pamięć”.
Szczególnie korzystają na tym dzieci, które:
- lubią śpiew, taniec, rytmikę,
- mają dobrą pamięć słuchową,
- szybko się nudzą patrzeniem w tabelę,
- są „ruchliwe” i ciężko im usiedzieć nad zeszytem.
Proste rymy do codziennego powtarzania
Rymowanki nie muszą być literacko idealne. Ważne, by dobrze „leżały w ustach” i zapisywały się jako całość. Przykłady prostych rymów:
Rymowane przykłady dla wybranych tabliczek
Kilka gotowych rymów można od razu wpleść w codzienne sytuacje – przy myciu zębów, w samochodzie, w drodze do szkoły:
- „dwa razy cztery – klocków stos cztery” (2 × 4 = 8 – „stos cztery” jako skojarzenie z ósemką, dwie wieże po 4),
- „trzy razy trzy – dziewięć drzwi” (3 × 3 = 9),
- „cztery razy cztery – szesnaście litery” (4 × 4 = 16),
- „pięć razy sześć – trzydzieści, hej!” (5 × 6 = 30),
- „sześć razy siedem – czterdzieści dwa zaledwie” (6 × 7 = 42),
- „siedem razy osiem – pięćdziesiąt sześć przed moim domem” (7 × 8 = 56).
Jeśli dziecko ma ulubione słowa, bohaterów czy zwierzęta, można wplatać je w rymy. Tekst przestaje być „szkolną formułką”, a staje się fragmentem własnej, prywatnej piosenki.
Wyklaskiwanie i wyklapywanie rytmu
Zamiast od razu wymagać pełnych odpowiedzi, można zacząć od samych serii rytmicznych. Wystarczy stół lub kolana:
- rodzic mówi: „Tabliczka czwórek”,
- oboje klaszczą równym rytmem, mówiąc: „4, 8, 12, 16, 20, 24, 28, 32, 36, 40”,
- potem rodzic „wypada” przy dwóch liczbach, a dziecko ma je dopowiedzieć.
Podobnie można tupać, stukać o blat, pstrykać palcami – ważne, by seria miała wyraźne tempo. Dla wielu dzieci to o wiele przyjemniejsze niż „suche” recytowanie.
Domowe piosenki z prostą melodią
Nie trzeba gotowych nagrań. Prosta melodia znanej piosenki dziecięcej wystarczy. Na przykład do melodii „Panie Janie”:
Dwa, cztery, sześć, osiem,
dziesięć, dwanaście,
czternaście, szesnaście,
osiemnaście, dwadzieścia.
To są dwójki. To są dwójki.
Analogicznie można ułożyć „piosenkę piątek” (5, 10, 15, 20…) czy „piosenkę trójek”. Jeśli dziecko zna już kilka takich utworów, powtarza tabliczkę mnożenia niejako „przypadkiem”, bo nuci je sobie przy innych czynnościach.
Metoda 4: Gry, zabawy i ruch – tabliczka mnożenia w akcji
Dlaczego ruch odciąża emocje przy liczeniu
Siedzenie przy biurku kojarzy się wielu dzieciom z presją: sprawdzianem, oceną, pośpiechem. Kiedy dorzucimy do nauki ruch i zabawę, napięcie spada, a wyniki zaczynają „wpadać” bardziej naturalnie. Mózg jest zajęty zadaniem ruchowym, więc mniej skupia się na stresie, że „muszę szybko odpowiedzieć”.
Skakanie wyników – gra na podłodze
Przy odrobinie taśmy malarskiej i kartek można zrobić w pokoju miniboisko matematyczne:
- Na kartkach zapisujemy wyniki z jednej wybranej tabliczki (np. 3, 6, 9, 12, 15, 18, 21, 24, 27, 30).
- Rozkładamy je w losowej kolejności na podłodze.
- Rodzic woła „3 razy 5!”, a dziecko ma doskoczyć do właściwego wyniku.
W kolejnej rundzie można zamienić role – dziecko podaje działanie, a rodzic (czasem „omyłkowo”) wskakuje w złe miejsce. Wiele dzieci bardzo lubi „łapać rodzica na błędach”, a przy okazji kilkanaście razy przećwiczy to samo działanie.
Tabliczka mnożenia na schodach
Jeśli w domu są schody, można je wykorzystać jako naturalną „drabinkę” wyników:
- wybieramy jedną tabliczkę, np. 4,
- na każdym schodku (lub co drugim) kładziemy karteczkę: 4, 8, 12, 16, 20…,
- dziecko idzie po schodach, mówiąc głośno kolejne wyniki.
Po kilku dniach ten sam zestaw schodów może „obsługiwać” inną liczbę – zmieniamy kartki, zostawiamy rytuał przechodzenia i mówienia na głos.
Proste gry karciane z mnożeniem
Zwykła talia kart też nadaje się do ćwiczeń. Wystarczy ustalić, że figury to 10, a asa liczymy jako 1 lub 11, zależnie od poziomu:
- każdy z graczy wykłada dwie karty i mnoży liczby,
- wygrywa ten, kto ma większy iloczyn,
- przy trudności drugiej osobie wolno podpowiedzieć strategię: „Policz najpierw 5 × 7, a potem dodaj jeszcze 5”.
Można też ustalić „liczbę dnia”, np. 6. Wtedy jedna karta to liczba z talii, a druga to zawsze 6 – dziecko ćwiczy tylko tabliczkę szóstek, ale w zmiennej kolejności.
„Złap wynik” – zabawa z piłką
Wystarczy lekka piłka (nawet z gąbki). Jedna osoba podaje działanie i rzuca piłkę, druga łapie i mówi wynik. Tempo można regulować:
- na początku czas na myślenie jest długi,
- później piłka leci szybciej,
- na koniec można grać w kółku: kto się pomyli, wychodzi na jedną kolejkę i słucha, jak grają inni.
Taki format dobrze działa w domu z rodzeństwem, ale także w małej grupie na świetlicy czy podwórku.
Metoda 5: Sprytne strategie liczenia zamiast „wkuwania wszystkiego”
Redukowanie liczby faktów do zapamiętania
Tabliczka mnożenia od 1 do 10 wygląda na 100 działań. Ale tak naprawdę wystarczy znać dużo mniej, jeśli korzystamy z symetrii i prostych trików:
- 1 × n i n × 1 są od razu „gratis”,
- 2 × n to po prostu dodanie liczby do siebie (podwojenie),
- 5 × n ma zawsze końcówkę 0 lub 5 i rośnie „pół dziesiątki na raz”,
- 10 × n to dopisanie zera.
Z perspektywy dziecka oznacza to, że najtrudniejszy kawałek dotyczy głównie tabliczek: 3, 4, 6, 7, 8 i 9 – i to nie wszystkich kombinacji, bo 4 × 7 to to samo co 7 × 4. Dobrze jest tę informację jasno pokazać: „Nie musisz umieć stu rzeczy. Skupimy się na kilkunastu”.
Budowanie nowych wyników z tych, które już są znane
Zamiast „wkuwaj 7 × 8”, można dziecku podsunąć metodę dojścia:
- „Znasz 5 × 8 = 40. To teraz dodaj jeszcze dwa razy 8: 40 + 8 + 8 = 56.”
- „Znasz 8 × 8 = 64? To 7 × 8 jest o jedno 8 mniej: 64 − 8 = 56.”
Takie przejścia uczą elastycznego myślenia. Dziecko widzi, że nie musi „zgadywać z pamięci”, tylko potrafi samo dojść do wyniku inną drogą.
Rozkładanie liczby na „łatwiejsze kawałki”
Przy trudniejszych przykładach świetnie sprawdza się rozkład czynnika na sumę dwóch liczb:
- 6 × 7 = (3 + 3) × 7 = 3 × 7 + 3 × 7,
- 9 × 4 = (10 − 1) × 4 = 10 × 4 − 1 × 4.
Na początku takie przekształcenia warto wykonywać razem, na konkretnych patyczkach czy klockach, żeby nie były tylko „sztuczką na papierze”. Po kilku powtórkach wiele dzieci zaczyna stosować podobne rozkłady samodzielnie – szczególnie, gdy nie pamiętają jakiegoś wyniku „z głowy”.
Wykorzystanie znanych serii: parzyste, nieparzyste, dziesiątki
Niektóre dzieci uwielbiają wzory i liczby w szeregu. Można na tym oprzeć całe tłumaczenie:
- tabliczka dwójek to po prostu kolejne liczby parzyste,
- tabliczka piątek – seria „5, 10, 15, 20…” z przeplataniem końcówki 5 i 0,
- tabliczka dziewiątek – suma cyfr w wyniku zwykle daje 9 (9, 18, 27, 36, 45…).
Wspólne odkrywanie takich prawidłowości zmienia tabliczkę mnożenia w zagadkę logiczną, a nie tylko listę do wyuczenia.
Metoda 6: Codzienne sytuacje – tabliczka mnożenia „przy okazji”
Zakupy i planowanie wydatków
W sklepie mnożenie pojawia się niemal na każdym kroku. Wystarczy zamiast ogólnego „pomóż mi” podać dziecku konkretne zadanie:
- „Weź cztery jogurty po 3 zł. Ile razem zapłacimy za jogurty?”
- „Banany są po 6 zł za kilogram. Jeśli weźmiemy 2 kg, to ile to będzie?”
Dziecko może liczyć w myślach, na palcach lub po cichu szeptać kolejne dodawania. Na końcu porównujemy jego wynik z paragonem. Pojawia się też pretekst do rozmowy o tym, że mnożenie naprawdę oszczędza czas – bez tego trzeba by długo dodawać te same ceny.
Gotowanie, porcje i mnożenie przepisów
W kuchni prawie każdy przepis nadaje się do prostego zadania z mnożenia:
- „Przepis jest na 2 osoby, a nas jest 4. Zobacz: 2 razy więcej. Ile łyżek mąki trzeba wziąć?”
- „Na jedną babeczkę trzeba 3 łyżki ciasta. Robimy 6 babeczek – ile łyżek ciasta wylejemy do foremek?”
W takiej formie dziecko widzi, że tabliczka mnożenia to nie jest „sztuczna łamigłówka”. Ułatwia zrobienie ulubionych muffinek czy naleśników, a więc czegoś bardzo konkretnego i przyjemnego.
Porządkowanie zabawek i rzeczy w domu
Kiedy dziecko układa rzeczy w pudełkach, można to cicho wykorzystać:
- „W tym pudełku zmieści się 5 samochodzików w jednym rzędzie. Zrobimy 3 takie rzędy. Ile samochodzików razem?”
- „Masz po 4 ludziki w każdym z 5 domków z klocków. Sprawdź, czy to naprawdę 20.”
Bez ocen i sprawdzianów, raczej jak drobne zagadki w tle zwykłych czynności.
Podział rzeczy między osoby
Mnożenie i dzielenie są ze sobą ściśle powiązane. Dziecko łatwiej to złapie, gdy często wspólnie rozdzielacie „coś” po równo:
- „Mamy 18 winogron i 3 osoby. Ile każdy dostanie, jeśli każdy ma mieć tyle samo?” (3 × ? = 18)
- „Masz 4 półki, na każdej po 6 książek. Ile książek razem?”
Przy okazji można pokazać, że poznane wcześniej działania z tabliczki pomagają szybko odpowiedzieć, bez liczenia każdej sztuki po kolei.

Metoda 7: Mądre powtórki i radzenie sobie z blokadą
Krótkie sesje zamiast długiego „siedzenia do skutku”
Dzieci bardzo szybko tracą koncentrację przy monotonnych zadaniach. Zamiast jednej długiej, wyczerpującej sesji z tabliczką mnożenia lepiej działają krótkie powtórki:
- 3–5 minut przed wyjściem do szkoły,
- 2 minuty w samochodzie w drodze na zajęcia,
- 3 minuty wieczorem przy myciu zębów.
Każda taka „mikrosesja” może mieć inną formę: raz pytania z jednej liczby (np. tylko „szóstki”), innym razem wychwytywanie powtarzających się wzorów w tabeli, a jeszcze innym – szybka gra z piłką w korytarzu.
Technika „3 znane + 1 nowe”
Żeby nie przytłoczyć dziecka, dobrze jest mieszać trudne działania z łatwiejszymi:
- najpierw trzy przykłady, które dziecko już pewnie zna,
- potem jeden nowy lub trudniejszy,
- znowu trzy „łatwe”, jeden „trudny” itd.
Powracanie do tych samych przykładów w różnej formie
Niektóre działania będą wracały wiele razy – i dobrze. Chodzi o to, żeby dziecko spotykało „trudne” wyniki w różnych kontekstach:
- raz w grze karcianej,
- raz na schodach lub w ruchu,
- innym razem w zadaniu „życiowym” – przy zakupach, gotowaniu czy w porządkach.
To ten sam fakt, ale zawsze trochę inne „opakowanie”. Mózg lubi rozpoznawać znajome wzory; po kilku takich spotkaniach 7 × 8 przestaje być „tym strasznym przykładem, którego nigdy nie pamiętam”.
Reagowanie na błędy bez strachu i „czerwonego długopisu”
Błędy to część nauki tabliczki, nie sygnał porażki. Zamiast od razu podawać prawidłowy wynik, można:
- zapytać: „Jak do tego doszedłeś?” – dziecko ujawnia swój tok myślenia,
- wspólnie znaleźć miejsce, gdzie „coś się rozjechało”,
- dać szansę na poprawkę: „Spróbuj jeszcze raz, ale tym razem licz po dwa / po pięć / od końca”.
Wielu dzieciom bardzo pomaga spokojne zdanie: „Ten błąd mówi tylko tyle, że jeszcze kilka razy musimy to przećwiczyć. Nic więcej”.
Sygnały, że dziecko potrzebuje wolniejszego tempa
Jeśli w trakcie nauki nagle pojawia się:
- ból brzucha lub głowy „tylko przy tabliczce”,
- odbijanie tematu żartami i wygłupami,
- zamykanie się („nie umiem”, „jestem głupi”, „i tak nie dam rady”),
to zwykle znak, że trzeba odpuścić intensywność, a nie „docisnąć śrubę”. W takiej chwili lepiej skrócić sesję, wrócić do łatwiejszych przykładów, zmienić formę na zabawę w ruchu albo w ogóle na dziś zakończyć temat.
Kiedy włączyć nauczyciela lub specjalistę
Jeśli dziecko miesiącami uczy się tabliczki, a nadal:
- myli się w bardzo prostych działaniach (2 × 3, 5 × 4),
- ma kłopot z rozumieniem pojęć „więcej”, „mniej”, „po równo”,
- reaguje silnym lękiem na każde zadanie z liczbami,
dobrze porozmawiać z nauczycielem lub pedagogiem szkolnym. Czasem w tle jest np. dyskalkulia lub inne trudności, które wymagają bardziej ukierunkowanego wsparcia niż domowe sposoby.
Jak dopasować metodę do typu dziecka
Dla dzieci ruchliwych i „niesiedzących w miejscu”
Tu najlepiej sprawdzają się wszystkie pomysły łączące tabliczkę z ruchem:
- schody z wynikami,
- „Złap wynik” z piłką,
- skakanie po kartkach ułożonych na podłodze (każda kartka to inny iloczyn).
Zamiast walczyć o „siedź prosto i patrz w zeszyt”, można świadomie korzystać z tego, że ciało jest w ruchu. Krótkie komendy („6 × 4!”, „3 × 7!”) rzucane w przerwie między skokami są wtedy naturalnym elementem zabawy.
Dla dzieci lubiących porządek i schematy
Tu lepiej zadziałają:
- tabele tabliczki mnożenia w kolorach (każdy wiersz/kolumna w innym odcieniu),
- porządkowanie wyników w szeregi: parzyste, kończące się na 5, rosnące „o 9” itd.,
- układanie własnych mini-tabelek na kartkach samoprzylepnych lub w zeszycie.
Takie dzieci często lubią też „odhaczać” kolejne opanowane fragmenty – można narysować prostą planszę z polami do zakolorowania przy każdej liczbie (2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9). Każde opanowane działanie to mały, widoczny postęp.
Dla „opowiadaczy” i dzieci myślących obrazami
Dla części uczniów liczby są zbyt abstrakcyjne, za to świetnie zapamiętują historie i obrazy. Tu pomagają:
- krótkie opowiastki („4 paczki po 7 cukierków, ile dzieci zaprosimy na przyjęcie?”),
- proste rysunki: rzędy drzewek, miejsca na widowni, krzesła przy stołach,
- komiksy, w których w dymkach pojawiają się działania z mnożenia.
W takim podejściu liczby „robią” coś konkretnego. Przykład „6 × 3” to nie symbol na kartce, tylko np. sześciu pasażerów w trzech wagonikach kolejki.
Dla dzieci kochających rywalizację
Tu zadziała odrobina „sportu”, ale bez upokarzania za błędy:
- prosty licznik punktów za poprawne odpowiedzi rodzica i dziecka,
- ściganie się z własnym czasem („wczoraj 10 przykładów w minutę, dziś spróbujemy 11”),
- gry planszowe, gdzie ruch pionka zależy od poprawnego wyniku.
U niektórych dzieci lepiej działa rywalizacja z samym sobą niż z innymi – można na kartce notować ich „rekordy”: ile przykładów zapamiętanych z rzędu, ile dni z rzędu krótkiej powtórki itd.
Proste narzędzia do domowego ćwiczenia tabliczki mnożenia
Samodzielnie robione fiszki
Do fiszek wystarczy kartka i nożyczki. Na jednej stronie piszemy działanie, na drugiej wynik:
- dziecko może samo je tworzyć – już przy wypisywaniu coś zapamiętuje,
- fiszki da się sortować: „pewne”, „jeszcze mieszam”, „trudne”,
- z czasem pula „trudnych” maleje, co widać gołym okiem.
Fiszki łatwo też zabrać do samochodu czy w drogę pociągiem – kilka minut w kolejce czy poczekalni zamienia się wtedy w krótką powtórkę bez poczucia, że „znowu odrabiam lekcje”.
Zakładki i karteczki w domu
Dobrze działają mini-przypominajki w miejscach, które dziecko często mija:
- na lodówce kartka: „6 × 4 = ?”,
- na lustrze w łazience mała chmurka „7 × 3 = ?”,
- przy biurku pasek z tabliczką, nad którą dziecko aktualnie pracuje.
Nie chodzi o zasypanie ścian plakatami, raczej o 2–3 aktywne karteczki, co jakiś czas wymieniane na nowe. Jedna odpowiedź dziennie, rzucona mimochodem, po tygodniu daje już kilkanaście powtórek.
Prosta „plansza postępu”
Planszę można narysować samodzielnie – np. w formie tabelki:
- na górze liczby 1–10,
- z boku liczby 1–10,
- każde poprawnie już „opanowane” działanie można zakolorować lub zaznaczyć naklejką.
Widać wtedy jak na dłoni, że np. całe „piątki” i „dziesiątki” są już gotowe, a zostało parę pustych pól przy 6 i 7. Dla dziecka to konkretna informacja: „Nie muszę uczyć się wszystkiego od zera. Tu już prawie wszystko umiem”.
Domowe „quizy” bez presji
Zamiast formalnych sprawdzianów można raz na jakiś czas zrobić króciutki quiz:
- 5–8 przykładów na kartce lub w ustnej formie,
- czas luźno odmierzany („około minuty”, bez stopera przy twarzy),
- mała nagroda typu: wybór wieczornej bajki, dodatkowe 10 minut czytania komiksu.
Najważniejsze, by wynik quizu nie był „oceną dziecka”, tylko informacją dla wszystkich: które fragmenty tabliczki są już automatyczne, a nad którymi jeszcze wspólnie popracujecie.
Jak rodzic może wspierać, a nie „przejąć” naukę
Język, którego używamy przy tabliczce mnożenia
Kilka drobnych zmian w sposobie mówienia robi dużą różnicę. Zamiast:
- „To jest łatwe, czemu tego nie umiesz?” – co zawstydza,
- „Musisz to wreszcie wkuć” – co sugeruje, że liczenie to kara,
lepiej używać zdań:
- „Ten fragment jest trudniejszy, możemy go rozłożyć na kawałki”,
- „Zobaczmy, ile już pamiętasz bez podpowiedzi”,
- „Pomyliłeś się? Super, to dobry przykład do przećwiczenia”.
Dziecko bardzo uważnie „słucha” naszych reakcji. Jeśli tabliczka kojarzy się z krytyką i pośpiechem, mózg automatycznie się broni. Jeśli z ciekawością i wspólnym kombinowaniem – znacznie łatwiej robi miejsce na nowe fakty.
Oddawanie odpowiedzialności krok po kroku
Na początku rodzic jest często „silnikiem” całego procesu: wymyśla zabawy, pyta, przypomina. Z czasem warto delikatnie przekazywać pałeczkę:
- „Dziś ty wybierz, którą tabliczkę ćwiczymy”,
- „Narysuj trzy własne przykłady z szóstkami i mnie przepytaj”,
- „Zaznacz na planszy, co twoim zdaniem już umiesz pewnie”.
Im więcej dziecko decyduje (choćby w małych sprawach), tym większą ma sprawczość. A z nią rośnie też motywacja, żeby naprawdę „opanować” tabliczkę, a nie tylko „odrobić, bo kazali”.
Rozmowa o tym, po co w ogóle to mnożenie
Niektórym dzieciom bardzo pomaga, gdy usłyszą konkretną odpowiedź na pytanie „po co mi to?”. Można odwołać się do:
- codziennych sytuacji: zakupy, gotowanie, budowanie z klocków,
- zainteresowań dziecka: gry komputerowe, punkty w sporcie, liczenie czasu i okrążeń,
- przyszłości: „Ktoś, kto dobrze liczy, szybciej ogarnia sprawy z pieniędzmi i planowaniem”.
Wiele dzieci spokojniej przyjmuje wysiłek, gdy widzi, że stoi za nim sens, a nie tylko szkolny wymóg czy ocena w dzienniku.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Jak szybko nauczyć dziecko tabliczki mnożenia bez „kucia na pamięć”?
Najlepiej połączyć kilka metod zamiast opierać się wyłącznie na bezmyślnym powtarzaniu. Warto zacząć od konkretnych przedmiotów (klocki, guziki, monety), żeby dziecko zrozumiało, że mnożenie to wielokrotne dodawanie. Dopiero potem stopniowo przechodzi się do zapisu symbolicznego (3 × 4 zamiast 4 + 4 + 4).
Dodatkowo dobrze działają: kolorowe tabele, gry (planszowe, karciane), rymowanki czy ruch (klaskanie, podskoki na każde „oczko” w tabliczce). Dzięki temu wyniki zapamiętują się „przy okazji”, a nie tylko poprzez monotonne powtarzanie.
Od czego zacząć naukę tabliczki mnożenia z dzieckiem?
Najpierw upewnij się, że dziecko swobodnie dodaje w zakresie do 20–30 i rozumie, że „3 razy 4” to „4 + 4 + 4”. Na początku nie pokazuj od razu całej tabeli 10 × 10, tylko pracuj na małych fragmentach: np. 2, 5 i 10, bo są najprostsze i łatwo je powiązać z codziennymi sytuacjami (parzyste liczby, pieniądze, minuty).
Dobrym krokiem jest też układanie „grup” z przedmiotów (np. 3 talerzyki po 4 klocki) i dopiero później wprowadzenie zapisu 3 × 4 = 12. Kiedy dziecko „zobaczy” mnożenie, łatwiej przyjmie później tabelkę jako skrót tego, co już zna.
Co zrobić, gdy dziecko płacze przy nauce tabliczki mnożenia?
Przede wszystkim zatrzymaj naukę w danym momencie i zdejmij presję. Płacz zwykle oznacza przeciążenie, lęk przed oceną lub poczucie, że „jestem słaby z matematyki”. Warto jasno powiedzieć dziecku, że nie musi znać od razu całej tabliczki, że można się jej uczyć po kawałku i różnymi sposobami.
Następnie zmień formę pracy: zamiast odpytywania „na czas” spróbuj gier, ruchu, kolorowych tabel czy historyjek. Skup się na tym, co już potrafi (np. 2, 5, 10), żeby wzmocnić poczucie sukcesu, i dopiero potem dodawaj nowe fragmenty tabliczki.
W jakim wieku dziecko powinno znać tabliczkę mnożenia?
W polskiej szkole najczęściej intensywna nauka tabliczki mnożenia zaczyna się w klasie 2–3. Nie ma jednak jednej „magicznej” granicy wieku, w której każde dziecko musi znać całość. Ważniejsze od szybkości jest zrozumienie sensu mnożenia i brak lęku przed liczeniem.
Jeśli dziecko potrzebuje więcej czasu, ale stopniowo robi postępy, nie ma powodu do paniki. Zmuszanie do przyspieszenia za wszelką cenę często kończy się blokadą i niechęcią do matematyki na dłużej.
Jak uczyć tabliczki mnożenia dziecko z trudnościami w zapamiętywaniu?
W takim przypadku szczególnie ważne jest użycie różnych kanałów: wzrokowego, słuchowego i ruchowego. Zamiast samych przykładów na kartce wprowadź:
- konkrety (klocki, patyczki, monety),
- kolorowe tabele z wyróżnionymi łatwiejszymi działaniami,
- rymowanki, piosenki i rytmiczne powtarzanie,
- gry, w których wyniki pojawiają się wielokrotnie, ale bez stresu.
Niektórym dzieciom pomaga też tworzenie własnych obrazkowych skojarzeń do najtrudniejszych przykładów (np. 6 × 7, 7 × 8). Chodzi o to, by każdy iloczyn miał „hak pamięciowy”, a nie był tylko suchą liczbą.
Czy trzeba znać całą tabliczkę mnożenia na pamięć?
Warto, żeby dziecko znało większość podstawowych iloczynów na pamięć, bo to bardzo przyspiesza późniejsze liczenie (dzielenie, ułamki, działania pisemne). Nie oznacza to jednak, że musi „wyrecytować” całą tabliczkę od razu, bez chwili namysłu.
Skuteczna nauka zakłada, że dziecko potrafi też logicznie odtworzyć wynik, gdy go zapomni, np. dodając wielokrotności (3 × 7 jako 7 + 7 + 7) lub korzystając z tego, co już zna (6 × 7 jako 3 × 7 podwojone). Umiejętność dochodzenia do wyniku jest równie ważna jak pamięciówka.
Jak wykorzystać codzienne sytuacje do nauki tabliczki mnożenia?
Mnożenie pojawia się naturalnie w wielu zwykłych czynnościach. Można liczyć np.:
- ile kosztują 3 identyczne bułki po 2,50 zł,
- ile jest kół w 4 samochodach,
- ile minut to 5 odcinków po 10 minut,
- ile kart rozdaliśmy, jeśli każdy z 4 graczy dostał po 3.
Takie przykłady pokazują, że tabliczka mnożenia nie jest abstrakcyjną tabelą, ale narzędziem do rozwiązywania realnych problemów. Dziecko łatwiej wtedy zapamiętuje wyniki i zaczyna traktować mnożenie jako coś przydatnego, a nie tylko szkolny obowiązek.
Wnioski w skrócie
- Trudności z tabliczką mnożenia wynikają najczęściej nie z „braku zdolności”, lecz z nudnego wkuwania, presji czasu i źle dobranych metod.
- Skuteczna nauka tabliczki mnożenia polega na rozumieniu mnożenia jako wielokrotnego dodawania, a nie tylko na szybkim recytowaniu wyników z pamięci.
- Dziecko powinno znać część wyników na pamięć, ale także umieć je logicznie odtworzyć i spokojnie „dojść” do nich, gdy czegoś zapomni.
- Kluczowe jest łączenie tabliczki mnożenia z codziennym życiem (pieniądze, gry, gotowanie), co buduje sens i motywację do nauki.
- Nie istnieje jedna najlepsza metoda – warto dobierać sposób nauki do dziecka (słuch, wzrok, ruch, zabawa) i łączyć różne podejścia.
- Metody konkretne (klocki, guziki, patyczki) powinny poprzedzać suchą tabelę, aby dziecko najpierw „dotknęło” mnożenia na realnych przedmiotach.
- Łączenie metod: konkretnych, wzrokowych, ruchowych/muzycznych i gier sprawia, że nauka jest szybsza, mniej stresująca i trwalej zapamiętywana.






